piątek, 14 stycznia 2011
„Wszystko w porządku II "
Kiedy w środę Rosjanie zaprezentowali długo oczekiwany, fatalny raport na temat katastrofy prezydenckiego samolotu w Smoleńsku premier Donald Tusk szusował na nartach we Włoskich Dolomitach.W czwartek zaniepokojony sygnałami z kraju wrócił na moment żeby się naradzić w gronie współpracowników. Dopiero w piątek mógł wreszcie wrócić do Włoch. Ufff. Znów wszystko w porządku.
Co wie Ameryka?
Czy wywiad amerykański posiada wiedzę na temat tego, co wydarzyło się pod Smoleńskiem?
Henryk Skwarczyński
Peter King, kongresman z Nowego Jorku, złożył w Izbie Reprezentantów rezolucję w sprawie międzynarodowej komisji mającej zbadać przyczyny katastrofy smoleńskiej. W obecnym klimacie amerykańskiej polityki szanse na jej zaistnienie są nieduże. A jednak ma ona znaczenie. Dlaczego?
Kontekstem jest stosunek Amerykanów do Katynia 1940 roku. Tamta zbrodnia w kraju poszkodowanych musiała czekać pół wieku na oficjalne uznanie tego, co się wydarzyło. W Ameryce sprawa ta była głoszona publicznie i nigdy nie pozwolono na dwuznaczne jej prezentowanie. Tu ukazywały się książki i artykuły wskazujące na Rosjan jako sprawcę mordu.
Rezolucja Kinga staje się więc wstawieniem nogi w drzwi, których otwarcie przez jakiś czas może nie być możliwe. A będzie niemożliwe właśnie z uwagi na klimat polityczny, jaki otacza katastrofę.
Dla Stanów Zjednoczonych uwikłanych w Afganistanie i Iraku, nie jest to dobry moment do upierania się przy polskich żalach, nawet jeśli uda się je wyartykułować na forum Kongresu.
Pozostaje przy tym pytanie, czy wywiad amerykański posiada wiedzę na temat tego, co wydarzyło się pod Smoleńskiem.
W sprawach polityki pracownicy CIA wypowiadać się nie mogą. Ich nieoficjalnym rzecznikiem jest więc przewodniczący związku byłych pracowników. Taki jest niepisany amerykański obyczaj polityczny. To, czego nie może powiedzieć sprawujący władzę polityk czy ktoś zatrudniony w rządowej agencji, może właśnie zgłosić ktoś taki. Emeryt z "przeszłością".
Eugene Poteat jest przewodniczącym byłych pracowników amerykańskiego wywiadu. Jako specjalista od elektroniki i fizyki w odniesieniu do awiacji prowadził niegdyś takie sprawy, jak ta choćby związana z U-2. Doświadczenie w pracy na Bliskim Wschodzie, także w kilku krajach Europy, uczyniło go jednym z bardziej liczących się ekspertów wywiadu.
Poteat zabrał głos w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem. Jego analiza - dostępna także w internecie - jest nie tylko jednoznacznym stwierdzeniem, że pasażerowie samolotu lecącego do Smoleńska stali się celem zamachu. Jest czymś więcej. Poprzez kontekst polityki światowej Poteat pokazuje, że Ameryka nie ujawni prawdy, nawet jeśli taką wiedzę posiada.
Autor tej analizy wskazuje też na zrozumiałą w tej sprawie bierność państw Europy Zachodniej. Polska Lecha Kaczyńskiego narobiła wystarczająco dużo szkód upominaniem się o Gruzję i Czeczenów, aby Niemcy czy Francja miały przyjaznym okiem spoglądać na domagających się umiędzynarodowienia śledztwa. Zagroziłoby to przecież potencjalnemu boomowi, jaki mógłby pomóc - poprzez otwarcie na Rosję - w wychodzeniu tych krajów z recesji.
Amerykańskiemu wywiadowi jest znany nie tylko sposób, w jaki dokonano zamachu na polską elitę polityczną, ale i zasięg wojny cybernetycznej prowadzonej wobec Polski przez Rosjan. Polska z krajami bałtyckimi jest tu poligonem doświadczalnym w potencjalnym konflikcie z NATO.
Można przypuszczać, że wobec negatywnego nastawienia obecnego rządu polskiego do umiędzynarodowienia sprawy Stany Zjednoczone nie będą oficjalnie udzielać pomocy w śledztwie dotyczącym katastrofy. Same posiadają bowiem ustalenia pozwalające na wyciągnięcie wniosków, zwłaszcza że w USA rośnie przeświadczenie o skali penetracji polskiego aparatu państwowego przez Rosjan. Sprawa szpiega Tomasza Turowskiego w strukturach Ministerstwa Spraw Zagranicznych jest jedną z wielu.
Do dzisiaj nie powołano przecież w Polsce komisji do sprawy zbadania zamachu na Jana Pawła II (!). I to mimo że o "polskim" udziale w tym zamachu napomykają dostępne już archiwa Stasi. Gdyby jednak miała powstać komisja ds. zbadania "zorganizowania" przez Tomasza Turowskiego wizyty prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, to sprawą równie pilną musi być przesłuchanie go w odniesieniu do jego możliwego uczestnictwa w dostarczeniu Rosjanom logistyki zezwalającej na przeprowadzenie zamachu na placu Świętego Piotra.
Wielu Amerykanów jest przeświadczonych, że Putin stoi za przyczyną smoleńskiej katastrofy. Sam dowiedziałem się o niej z rannego telefonu mieszkającej w Melbourne mojej siostry Joanny. Zaraz potem otworzyłem komputer i sprawdziłem, co na ten temat podaje izraelska prasa.
Dlaczego izraelska? Bo z niej można dowiedzieć się tego, czego nie poda żadna gazeta na świecie. Ot, choćby to, że Gertrude Stein - która mimo swego pochodzenia przeżyła całą okupację we Francji - w roku 1938 zgłosiła Adolfa Hitlera do Pokojowej Nagrody Nobla! Ujawnił to przed laty na łamach niskonakładowego izraelskiego pisma "Nativ" emerytowany profesor uniwersytetu w Uppsali, a swego czasu członek jury nagrody, prof. Gustav Hendrikksen.
Tym razem tytuł był jednoznaczny: "Israeli press accuses Putin of Kaczynski´s elimination". Komentatorzy izraelscy nie mieli wątpliwości. Za katastrofą w Smoleńsku stoi Władimir Putin. W tym tonie pisał nie tylko "Ha´aretz" i "Maariv", ale nawet takie, poświęcone sprawom religijnym pismo, jak "Be-Hadrei Haredim".
Warto może też przyjrzeć się katastrofie smoleńskiej w aspekcie psychologicznym. Wiemy, i nie jest to żadne epokowe odkrycie, że podejrzenie jest naturalnym prawem umysłu. Kiedy gubię okulary, pierwszy cień podejrzenia pada na moją żonę Egle. Dopóki nie odnajdę ich w bucie czy kieszeni marynarki, dopóty nie jestem przekonany o niewinności innych. Tak funkcjonuje umysł.
Kiedy korespondent "Ha´aretz" zagadnął polską ambasador w Izraelu Agnieszkę Magdziak-Miszewską, co sądzi o możliwym udziale Rosjan w katastrofie, usłyszał, że takie stwierdzenie jest zaskoczeniem, bo w Polsce NIKT nie oskarża Rosji o działania mogące przyczynić się do rozbicia samolotu!
Rodzi się tu pytanie. Czy klasa ludzi, która powstawała za czasów PRL, tym razem wzmocniona przez tych urzeczonych władzą, nie stanowi odradzającego się staro-nowego wektora postrzegania Rosji? Przecież Tomasz Turowski nie tylko sugestywnie przekonywał, ale także miał pokaźne grono tych, którzy byli w jego argumentach zadurzeni. Włącznie z będącym z nim na "ty" prezydentem RP Bronisławem Komorowskim!
Jeśli Rosjanie chcieliby uzyskać wiarygodność w kwestii śledztwa katastrofy pod Smoleńskiem, to gestem wskazującym na ich dobrą wolę byłoby ujawnienie, co zawierają archiwa KGB w sprawie zamachu na Jana Pawła II. Wtedy sprawa może nabrałaby innej dynamiki.
Pożytkiem takich akcji jak ta kongresmana Kinga w Izbie Reprezentantów czy zabranie głosu w tej sprawie przez Gene´a Poteata jest to, że pozwalają one, aby rozkręcający się mechanizm poszukujących prawdy przetrwał do czasów, kiedy będzie można głosić ją otwarcie. Chyba że świat na orwellowski sposób upubliczni ją dopiero w ramach święta Ministerstwa Prawdy w roku 2084, kiedy to ujawnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej nikomu nie będzie zagrażać.
Henryk Skwarczyński, ur. w Polsce pisarz mieszkający w USA. Były korespondent "Głosu Ameryki" i wykładowca Defence Language Institute w Monterey w Kalifornii. Autor m.in. książek "Jak zabiłem Piotra Jaroszewicza" i "Majaki Angusa Mac Og".
Za Naszym Dziennikiem :
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110114&typ=my&id=my01.txt
Henryk Skwarczyński
Peter King, kongresman z Nowego Jorku, złożył w Izbie Reprezentantów rezolucję w sprawie międzynarodowej komisji mającej zbadać przyczyny katastrofy smoleńskiej. W obecnym klimacie amerykańskiej polityki szanse na jej zaistnienie są nieduże. A jednak ma ona znaczenie. Dlaczego?
Kontekstem jest stosunek Amerykanów do Katynia 1940 roku. Tamta zbrodnia w kraju poszkodowanych musiała czekać pół wieku na oficjalne uznanie tego, co się wydarzyło. W Ameryce sprawa ta była głoszona publicznie i nigdy nie pozwolono na dwuznaczne jej prezentowanie. Tu ukazywały się książki i artykuły wskazujące na Rosjan jako sprawcę mordu.
Rezolucja Kinga staje się więc wstawieniem nogi w drzwi, których otwarcie przez jakiś czas może nie być możliwe. A będzie niemożliwe właśnie z uwagi na klimat polityczny, jaki otacza katastrofę.
Dla Stanów Zjednoczonych uwikłanych w Afganistanie i Iraku, nie jest to dobry moment do upierania się przy polskich żalach, nawet jeśli uda się je wyartykułować na forum Kongresu.
Pozostaje przy tym pytanie, czy wywiad amerykański posiada wiedzę na temat tego, co wydarzyło się pod Smoleńskiem.
W sprawach polityki pracownicy CIA wypowiadać się nie mogą. Ich nieoficjalnym rzecznikiem jest więc przewodniczący związku byłych pracowników. Taki jest niepisany amerykański obyczaj polityczny. To, czego nie może powiedzieć sprawujący władzę polityk czy ktoś zatrudniony w rządowej agencji, może właśnie zgłosić ktoś taki. Emeryt z "przeszłością".
Eugene Poteat jest przewodniczącym byłych pracowników amerykańskiego wywiadu. Jako specjalista od elektroniki i fizyki w odniesieniu do awiacji prowadził niegdyś takie sprawy, jak ta choćby związana z U-2. Doświadczenie w pracy na Bliskim Wschodzie, także w kilku krajach Europy, uczyniło go jednym z bardziej liczących się ekspertów wywiadu.
Poteat zabrał głos w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem. Jego analiza - dostępna także w internecie - jest nie tylko jednoznacznym stwierdzeniem, że pasażerowie samolotu lecącego do Smoleńska stali się celem zamachu. Jest czymś więcej. Poprzez kontekst polityki światowej Poteat pokazuje, że Ameryka nie ujawni prawdy, nawet jeśli taką wiedzę posiada.
Autor tej analizy wskazuje też na zrozumiałą w tej sprawie bierność państw Europy Zachodniej. Polska Lecha Kaczyńskiego narobiła wystarczająco dużo szkód upominaniem się o Gruzję i Czeczenów, aby Niemcy czy Francja miały przyjaznym okiem spoglądać na domagających się umiędzynarodowienia śledztwa. Zagroziłoby to przecież potencjalnemu boomowi, jaki mógłby pomóc - poprzez otwarcie na Rosję - w wychodzeniu tych krajów z recesji.
Amerykańskiemu wywiadowi jest znany nie tylko sposób, w jaki dokonano zamachu na polską elitę polityczną, ale i zasięg wojny cybernetycznej prowadzonej wobec Polski przez Rosjan. Polska z krajami bałtyckimi jest tu poligonem doświadczalnym w potencjalnym konflikcie z NATO.
Można przypuszczać, że wobec negatywnego nastawienia obecnego rządu polskiego do umiędzynarodowienia sprawy Stany Zjednoczone nie będą oficjalnie udzielać pomocy w śledztwie dotyczącym katastrofy. Same posiadają bowiem ustalenia pozwalające na wyciągnięcie wniosków, zwłaszcza że w USA rośnie przeświadczenie o skali penetracji polskiego aparatu państwowego przez Rosjan. Sprawa szpiega Tomasza Turowskiego w strukturach Ministerstwa Spraw Zagranicznych jest jedną z wielu.
Do dzisiaj nie powołano przecież w Polsce komisji do sprawy zbadania zamachu na Jana Pawła II (!). I to mimo że o "polskim" udziale w tym zamachu napomykają dostępne już archiwa Stasi. Gdyby jednak miała powstać komisja ds. zbadania "zorganizowania" przez Tomasza Turowskiego wizyty prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, to sprawą równie pilną musi być przesłuchanie go w odniesieniu do jego możliwego uczestnictwa w dostarczeniu Rosjanom logistyki zezwalającej na przeprowadzenie zamachu na placu Świętego Piotra.
Wielu Amerykanów jest przeświadczonych, że Putin stoi za przyczyną smoleńskiej katastrofy. Sam dowiedziałem się o niej z rannego telefonu mieszkającej w Melbourne mojej siostry Joanny. Zaraz potem otworzyłem komputer i sprawdziłem, co na ten temat podaje izraelska prasa.
Dlaczego izraelska? Bo z niej można dowiedzieć się tego, czego nie poda żadna gazeta na świecie. Ot, choćby to, że Gertrude Stein - która mimo swego pochodzenia przeżyła całą okupację we Francji - w roku 1938 zgłosiła Adolfa Hitlera do Pokojowej Nagrody Nobla! Ujawnił to przed laty na łamach niskonakładowego izraelskiego pisma "Nativ" emerytowany profesor uniwersytetu w Uppsali, a swego czasu członek jury nagrody, prof. Gustav Hendrikksen.
Tym razem tytuł był jednoznaczny: "Israeli press accuses Putin of Kaczynski´s elimination". Komentatorzy izraelscy nie mieli wątpliwości. Za katastrofą w Smoleńsku stoi Władimir Putin. W tym tonie pisał nie tylko "Ha´aretz" i "Maariv", ale nawet takie, poświęcone sprawom religijnym pismo, jak "Be-Hadrei Haredim".
Warto może też przyjrzeć się katastrofie smoleńskiej w aspekcie psychologicznym. Wiemy, i nie jest to żadne epokowe odkrycie, że podejrzenie jest naturalnym prawem umysłu. Kiedy gubię okulary, pierwszy cień podejrzenia pada na moją żonę Egle. Dopóki nie odnajdę ich w bucie czy kieszeni marynarki, dopóty nie jestem przekonany o niewinności innych. Tak funkcjonuje umysł.
Kiedy korespondent "Ha´aretz" zagadnął polską ambasador w Izraelu Agnieszkę Magdziak-Miszewską, co sądzi o możliwym udziale Rosjan w katastrofie, usłyszał, że takie stwierdzenie jest zaskoczeniem, bo w Polsce NIKT nie oskarża Rosji o działania mogące przyczynić się do rozbicia samolotu!
Rodzi się tu pytanie. Czy klasa ludzi, która powstawała za czasów PRL, tym razem wzmocniona przez tych urzeczonych władzą, nie stanowi odradzającego się staro-nowego wektora postrzegania Rosji? Przecież Tomasz Turowski nie tylko sugestywnie przekonywał, ale także miał pokaźne grono tych, którzy byli w jego argumentach zadurzeni. Włącznie z będącym z nim na "ty" prezydentem RP Bronisławem Komorowskim!
Jeśli Rosjanie chcieliby uzyskać wiarygodność w kwestii śledztwa katastrofy pod Smoleńskiem, to gestem wskazującym na ich dobrą wolę byłoby ujawnienie, co zawierają archiwa KGB w sprawie zamachu na Jana Pawła II. Wtedy sprawa może nabrałaby innej dynamiki.
Pożytkiem takich akcji jak ta kongresmana Kinga w Izbie Reprezentantów czy zabranie głosu w tej sprawie przez Gene´a Poteata jest to, że pozwalają one, aby rozkręcający się mechanizm poszukujących prawdy przetrwał do czasów, kiedy będzie można głosić ją otwarcie. Chyba że świat na orwellowski sposób upubliczni ją dopiero w ramach święta Ministerstwa Prawdy w roku 2084, kiedy to ujawnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej nikomu nie będzie zagrażać.
Henryk Skwarczyński, ur. w Polsce pisarz mieszkający w USA. Były korespondent "Głosu Ameryki" i wykładowca Defence Language Institute w Monterey w Kalifornii. Autor m.in. książek "Jak zabiłem Piotra Jaroszewicza" i "Majaki Angusa Mac Og".
Za Naszym Dziennikiem :
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110114&typ=my&id=my01.txt
"Liczę, że nie zawiodą Polacy"
"(...)Ten lot miał być dla Męża wyjątkowy, miał tam również wypełnić osobistą misję - przyjąć Komunię św. w intencji dziadka swojej bratowej, żołnierza armii Hallera, policjanta, zamordowanego w twierdzy twerskiej. Dlatego ten wylot przeżywał tak podniośle, dlatego osobiście meldował panu prezydentowi o gotowości wylotu, i nie jest możliwe, aby spożywał alkohol. Mój Mąż Andrzej Błasik, polski żołnierz, pilot, dowódca Sił Powietrznych, całe swoje życie poświęcił służbie Ojczyźnie. Był bardzo dobrym dowódcą, szanowanym i podziwianym w Polsce i w siłach NATO. Mój Mąż był również, a może przede wszystkim, człowiekiem honoru. Dziś ten honor próbują mu odebrać na oczach całego świata. Polski rząd powinien bronić godności polskich oficerów, w tym godności mojego Męża. Szczególnie powinien ich bronić w sytuacji, gdy oni sami uczynić tego nie mogą. Dlatego chcę stanowczo zaprotestować przeciwko bierności rządu pana premiera Donalda Tuska. W sprawie tragedii smoleńskiej zawiodły władze państwa polskiego, liczę jednak, że nie zawiodą Polacy i będą do końca upominać się, by prawda o katastrofie smoleńskiej została ujawniona." frag. wypowiedzi Ewy Błasik
czwartek, 13 stycznia 2011
Czy można wierzyć ludziom KGB?
Kim jest Tatiana Anodina? Jest najbardziej wpływową osobą w Rosji, generałem w spódnicy Władimira Putina (od lat 70 w KGB). Jej podpis na dokumentach decyduje o wszystkim, co jest związane z lotnictwem na niemal całym terytorium Federacji Rosji. Jej żelazną pozycję w MAK-u oraz kształt raportów badanych katastrof lotniczych, które w większości wskazują błąd pilota, określiły związki z funkcjonariuszami sowieckich, a później rosyjskich służb specjalnych.
Jej dokładny życiorys jest niemożliwy do ustalenia. Jednak wiadomo, że w 1991 r. dzięki poparciu Jewgienija Maksimowicza Primakowa, wiceszefa KGB, korespondenta Prawdy, organu prasowego KC KPZR na Bliskim Wschodzie, Tatiana Anodina została szefem Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK), którego współzałożycielem był Primakow.
środa, 12 stycznia 2011
"Alkohol, presja i błędy pilotów" - MAK oskarża Andrzeja Błasika
MAK ogłosił, że szef Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasik miał w chwili katastrofy 0,6 promila alkoholu we krwi. Strona rosyjska wskazuje na Niego jako głównego winowajcę katastrofy .
Wojsko się zamknęło, odwróciło się ode mnie, ubolewa na łamach "Naszego Dziennika" Ewa Błasik, żona gen. Andrzeja Błasika, Dowódcy Sił Powietrznych RP, który zginął na pokładzie rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem.
„Wszystko jest w porządku”
364 próbek z materiałem biologicznym pobranym od ofiar, które były przeznaczone do dalszych badań DNA w celu identyfikacji, na zlecenie Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie trafiło z Moskwy do Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie.
Eksperci zauważyli m.in., że jedno z dwóch opakowań oznaczonych tym samym numerem zawiera włosy mimo, że z rosyjskiej dokumentacji wynikało, iż powinny znajdować się w nich fragmenty mięśnia. Inna próbka zawierała tkankę miękką, a faktycznie powinna być w niej krew. Rosjanie nagminnie mylili numery próbek, jedna z próbek w ogóle nie posiadała oznaczenia, co więcej próbki - oznaczonej "Kaczyński Lech, mięsień piersiowy, tkanki miękkie" - w ogóle nie było.
Krakowscy eksperci wskazali, że próbka ta figurowała tylko w spisie rosyjskim, w spisie polskim, sporządzanym po przejęciu materiału dowodowego od Rosjan, już jej nie było czyli nie została ona dostarczona przez Rosjan.
W kontekście tych zaniedbań należy ocenić nie tylko pracę rosyjskich ekspertów, ale także polskiej prokuratury oraz komisji, która takie działania Rosjan aprobowała i nie wyciągała żadnych wniosków, chociażby w ramach przyjętej ścieżki procedowania według załącznika 13 do konwencji chicagowskiej. Premier Polski Donald Tusk przez ostatnie dziewięć miesięcy powtarza wszem i wokół, że "wszystko jest w porządku".
wtorek, 11 stycznia 2011
Stefan Niesiołowski o katastrofie
Stefan Niesiołowski (PO) uważa, że: „Na razie wydaje się, że największą odpowiedzialność ponosi Lech Kaczyński, który zorganizował ten lot z powodów politycznych, choć mu to odradzano. Ale już nie żyje, więc lepiej tego nie ruszać."
O filmie "MGŁA" powiedział: "To propagandowy pomysł PiS. Jeżeli chcą, mogą puszczać ten film w swojej siedzibie na Nowogrodzkiej. Dlaczego parlament ma być angażowany do jakichś bredni? Nie oglądałem filmu, ale nie można zakładać, że pies urodzi kota. To, że za filmem stoją "Gazeta Polska" i panie redaktor Stankiewicz i Lichocka jest gwarancją jego poziomu, stronniczości i niskiej wiarygodności."
Subskrybuj:
Posty (Atom)

